"List do posłanki Małgorzaty Kidawy-Błońskiej"

Szanowna Pani Poseł

 Z wielką uwagą i przykrym zaskoczeniem przeczytałem niedawno w „Polityce” relację ze spotkania Pani Poseł z mieszkańcami warszawskiego Targówka. Podczas tego spotkania zapewniła Pani swoich gospodarzy, że klubowy projekt PO ustawy o spółdzielniach (druk 819), przygotowany przez zespół pod kier. p. pos. Lidii Staroń, nie uzyska poparcia klubu. W artykule brzmi ten fragment następująco:

„Warszawiacy głośno protestowali przeciwko pomysłom posłanki PO Lidii Staroń, dotyczącym spółdzielni mieszkaniowych. Są przekonani, że nowa ustawa nie tylko skomplikuje ich rozliczenia (remonty, czynsze), uniemożliwi wpływ na to, co dzieje się na dawnych terenach spółdzielczych, ale też jest cichą likwidacją ich spółdzielni.
Chęć uspokojenia swoich wyborców zwyciężyła nad lojalnością wobec partyjnej koleżanki.
– Pani Staroń ma za sobą tylko kilku posłów, a większość klubu nie popiera jej pomysłów, więc proszę się nie obawiać – mówiła wiceszefowa klubu.”

Mój niepokój wynika z kilku rzeczy: 1. z tego, że „warszawiacy” (jaki był skład owej reprezentacji – działacze spółdzielczy czy członkowie?) powtarzają nieprawdziwe mity na temat proponowanej ustawy; 2. z tego, że klub mógłby nie poprzeć projektu, określanego jako klubowy, a dla każdego uczciwego i świadomego członka spółdzielni przynoszącego rozwiązania wręcz mocno pożądane; 3. z tego wreszcie, że Pani rozmówcy mają się czegoś „nie obawiać”, bo projekt upadnie.

Otóż obawiać się możemy szczególnie mocno wówczas, jeśli projekt Pani koleżanki klubowej przepadnie. By to zrozumieć, trzeba wiedzieć, jak działają i do jakich patologii są skłonne obecnie spółdzielnie mieszkaniowe. Trzeba znać przeszkody, jakie stoją przed członkami spółdzielni, gdy chcą, by ich wspólnym majątkiem zarządzano przejrzyście, praworządnie i gospodarnie. Jeśli więc projekt, który dawałby spółdzielcom narzędzia do tego, by móc zarządy kontrolować, ktoś określa mianem „pomysłów”, trzeba mieć albo bardzo niską wiedzę, albo złą wolę. Tyle o Pani rozmówcach.

Skoro natomiast Pani rozwiewa ich „obawy”, proszę uprzejmie o odpowiedź:

1.       Czy jest Pani Poseł lub była w ciągu ostatnich 10 lat członkiem spółdzielni mieszkaniowej?

2.       Jeśli tak, ile razy uczestniczyła Pani w walnych zgromadzeniach?

3.       Ile razy podczas tych walnych zgromadzeń świadomie głosowała Pani ws. zatwierdzenia sprawozdań finansowych i udzielania absolutorium zarządowi?

4.       Ile razy wnioskowała Pani o udostępnienie kopii dokumentów (umów, regulaminów, faktur itp. – wszystkich, do których daje nam prawo art. 81.1 obecnej ustawy o SM?

 

Spółdzielnie i ich zarządy są dla członków, a nie odwrotnie. To ważne. Obecnie w wielu spółdzielniach styl myślenia sankcjonuje relację właśnie odwrotną.

Doświadczenia tysięcy członków spółdzielni w Polsce, z wielkim znojem walczących o rzetelne gospodarowanie ich majątkiem, mogą Pani opowiedzieć mnóstwo historii o urzędowej obstrukcji ze strony zarządów, ich kreatywnej księgowości, marnotrawieniu wspólnych pieniędzy, o poniżaniu i zastraszaniu niepokornych, uczciwie płacących członków. O nierzetelnych dokumentach, mnożących się rozbieżnościach w różnych źródłach na temat tych samych danych, o fikcyjnych lustracjach… Jeśli się tego wszystkiego nie zna, nie doświadczyło, nie można z podniesionym czołem twierdzić, że próba postawienia tamy takim hucpom to tylko „pomysły”, które „nie przejdą”.

Jako dziennikarz z 25-letnim doświadczeniem miałem niejednokrotnie okazję poznawać te historie. Jako aktywny członek spółdzielni mieszkaniowej mam już od kilku lat z nimi na co dzień do czynienia. Jako świadomy i aktywny w podziemiu obywatel, witałem przemiany 1989 roku jako zwiastun tego, że pewne mechanizmy odejdą w niebyt. Niestety, w wielu spółdzielniach mieszkaniowych (zgoda, nie we wszystkich, znam i te, zarządzane wzorowo) patologie rodem z PRL, doprawione „demokratyczną” dezynwolturą, kwitną w najlepsze. Wystarczy odwiedzić strony internetowe, założone przez sfrustrowanych mieszkańców, mających dosyć samowoli zarządów: http://temidacontrasm.info czy http://naszeosiedle.warszawa.pl. To tylko przykłady. Ci ludzie – my – czekamy realizacji „pomysłów posłanki PO Lidii Staroń” jak wybawienia.

Powtarzam – te „pomysły” to tylko narzędzia. One nam pomogą. Proszę Panią Poseł i Pani kolegów, by nam tej nadziei nie odbierali, by nam tej drogi ku normalności jak najdalej od PRL – nie zamykali. To prośba, kierowana do polityków z partii mieniącej się nowoczesną i reformatorską.

Dla ilustracji załączam Pani Poseł tekst "Vademecum prezesa", który krąży w Internecie - to nie wymysł kabaretowy, ale jak najprawdziwszy opis. Sprawdziliśmy to na własnej skórze we wszystkich fazach - to rzetelny dokument... Załączam też wyjaśnienia, jakie biegli w tej materii sporządzili na temat rozpowszechnianej przez KRS nieprawdy.

Życząc wszystkiego dobrego na Święta i na Nowy 2013 rok, polecam lekturze i refleksji Pani Poseł i Jej kolegów.

 

Łączę wyrazy szacunku,


 
 
 
Vademecum prezesa

Postępowanie spółdzielcze
 
Każdą sprawę, o którą występuje frajer, należy załatwiać w maksymalnie wydłużonym czasie, a jeśli tylko można, np, nie ma dużego zagrożenia sądowego, nie należy jej załatwiać w ogóle. Poza bardzo nielicznymi wyjątkami, frajer wcześniej czy później rezygnuje. Wyjątkiem są sprawy wykluczenia frajera ze spółdzielni, które należy załatwiać niezwłocznie oraz sprawy w których grozi wypłata odszkodowania z tytułu ubezpieczenia, np. zacieki, jeśli frajer przyleci z pismem. Na te przypadki trzeba szczególnie uważać.
 
Informacja
 
Udzielanie frajerowi informacji na piśmie jest OSTATECZNOŚCIĄ. Dopóki się daje, wszelkich informacji należy udzielać wyłącznie ustnie. Frajerowi nigdy nie należy przedstawiać całej prawdy. Dobrze jest mówić o tej samej sprawie raz tak, za drugim razem przeciwnie. Frajer się dziwi i głupieje, bo nie wie, jak jest naprawdę, a przekazując taką informację innym frajerom, wychodzi na oszołoma, bo kto uwierzy w TAK-NIE. Nigdy nie należy podawać frajerom dokładnych danych, będą się później czepiać każdego szczegółu. Trzeba zawsze zostawiać sobie pole do manewru. Jeśli frajer przypiera cię do muru, powiedz, że nie znasz dokładnych danych i sprawdzisz jutro, a podasz je przy następnej okazji, Ewentualnie możesz powiedzieć, że musisz się skonsultować z prawnikiem. Frajerzy nie znają prawa, więc odpuszczą. Jeśli nie odpuszczą, to powiedz, żeby napisali pismo, to udzielisz stosownej odpowiedzi. Raczej nie napiszą, a jeśli nawet, to trudno, sprawa się przeciągnie, aż frajer się zmęczy i odpuści.
 
Donos do US
 
Niektórym frajerom przychodzą do głowy pomysły, żeby składać donosy do US. Dlatego podczas nieoficjalnych spotkań z frajerem należy mówić, że nie warto nasyłać na zarząd ludzi z Urzędu. Dobrze jest przy tym wspomnieć, że już ktoś to zrobił, ale ty wiesz kto, żeby zasugerować, że masz tam znajomości. Frajer i tak tego nie sprawdzi, a jeśli faktycznie masz znajomości, to masz dodatkowy atut. Ponadto dobrze jest dodać, że złożenie donosu, który okaże się fałszywy, wiąże się z ogromnymi odszkodowaniami, które frajer będzie musiał zapłacić.
 
Droga sądowa
 
Frajerowi należy mówić, że droga sądowa będzie dla niego długa i kosztowna. Wyraźnie trzeba dawać do zrozumienia, że w walce z zarządem i tak jest bez szans.
 
Kształtowanie stosunków wśród mieszkańców
 
Frajerowi należy przedstawiać jego sąsiadów w jak najbardziej niekorzystnym świetle, najlepiej z przykładami. Dobrze jest wiedzieć coś konkretnego na temat poszczególnych frajerów, tak by zawsze był w tym element prawdziwy, wtedy nasza legenda brzmi prawdopodobnie. Nawet jeśli nie jest prawdziwa, to frajer i tak tego nie sprawdzi, a już zawsze będzie miał wątpliwości. A najlepiej jest ich na siebie napuszczać.

Gościmy

Odwiedza nas 100 gości oraz 0 użytkowników.

Odwiedziny

Odwiedziło Nas 1125843

Kubik-Rubik Joomla! Extensions